Większość moich urodzin wiązała się z domowym tortem i używaną zabawką. Ale kiedy skończyłam osiemnaście lat, wydarzyło się coś, co zmieniło wszystko – a wszystko zaczęło się od połówki kiełbasy i ganku nieznajomego.

Miałem 10 lat, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy.
Wtedy nie mieliśmy wiele. Szczerze mówiąc, prawie nic. Mam na imię Stacey i dorastałam w maleńkim, dwupokojowym domu, który skrzypiał, gdy wiatr uderzał w niego zbyt mocno. Tapeta odpadała, kaloryfery ledwo grzały, a lodówka zawsze dudniła, bo w środku było za dużo miejsca.
Urodziny? Cóż, były proste. Jeśli szczęście mi sprzyjało, mama piekła lekko krzywe ciasto czekoladowe z tego, co zeskrobała ze spiżarni. Pewnego roku dostałem jednookiego pluszowego misia – do dziś go mam. Nazywaliśmy go Harold.
Kolacja była już tylko małą negocjacją.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.